Jako dziecko mieszkałem w Śródmieściu Południowym. Miałem w okolicy sporo parków no i boiska szkolne. Ich standard w latach 90-tych, był słaby, ale nam to nie przeszkadzało. Na podwórkach, między kamienicami, tętniło życie: policjanci i złodzieje, berek, wojna, pikuty. Trzepaki były małpim gajem, a dachy garaży pozwalały na przemieszczanie się na skróty pomiędzy podwórzami kamienic. Drzewa w parkach stawały się bazami albo statkami kosmicznymi, alejki służyły do zjazdów na deskorolkach (bez ochraniaczy i kasków), często na tyłku.
Przez lata patrzyłem, jak zmienia się Warszawa. Z perspektywy ojca widzę, że jest bezpieczniejsza bardziej uporządkowana. Jednak nowoczesność zwiększyła tempo życia, doszła presja Internetu i wszechobecnych ekranów, które wywołują w nas wszystkich ogromne napięcie. Aby zachować równowagę, musimy mieć gdzie odreagowywać. Jest to szczególnie ważne, ale i trudne dla dorastających dzieci. Ironią losu jest to, że streetball spod PKiN-u czy jazda na deskorolce pod „Capitolem” albo “Witosem” to dziś dyscypliny olimpijskie. Pytanie brzmi, gdzie obecnie mogą trenować młodzi “mistrzowie”, odpowiedź jest smutna acz prawdziwa "na telefonach...".
Dlaczego piszę?
Nigdy nie myślałem o prowadzeniu bloga. Nie mam kont w mediach społecznościowych, nie szukam poklasku. Ale jako ojciec 11-latka i 7-latka doszedłem do ściany. Kiedy zapytałem starszego syna, czy idzie z kolegami po szkole na rower/hulajnogę albo pobawić się na zewnątrz bo jest ładna pogoda, usłyszałem odpowiedź: „Nie mam z kim, bo chłopaki idą giercować po lekcjach".
Trudno mieć do dzieciaków pretensje – smartfony mają od urodzenia. Gry i media są zaprojektowane tak, by uzależniać ośrodek nagrody. Krótkie filmiki, pato streamerzy i anonimowy hejt w sieci to dramat naszych czasów. Kiedyś konflikty nie krążyły po sieci i nie stawały się „wiralami”. Dziś presja jest wszechobecna.
Co oferuje Wola?
Jeśli nie zapiszesz dziecka na płatne zajęcia, oferta Woli dla starszych dzieci praktycznie nie istnieje. Place zabaw dla dzieci są niszczone przez te starsze, którym się na nich zwyczajnie nudzi. Spontaniczne „pójście na piłkę po lekcjach” graniczy z cudem, bo boiska po 17-tej są wynajęte przez szkółki. Bogatsze społeczeństwo paradoksalnie zabiło spontaniczność – judo, szachy, nauka języków czy pływanie wypełniają grafik, ale zabierają miejsce na zwykłe spotkania w grupie rówieśników.
Parki na Woli powstały po wojnie. Są piękne choć wymagają wiele pracy by je utrzymać i zrewitalizować. Wola była dzielnicą przemysłowo-robotniczą, teraz od lat przekształca się w biurowo-mieszkalno-usługowe centrum. Niestety brakuje w niej nowoczesnej infrastruktury dla nastolatków, chyba, że deweloperzy chcąc przyciągnąć rodziców to wybudują im tak jak mi boisko, siłownię, place zabaw na osiedlu. Niemniej brakuje miejsc, które wyciągną nastolatków z domów, wymuszą interakcje społeczne po lekcjach, zdrową rywalizację. Ludzie a w szczególności dzieci potrzebują wyzwań by się rozwijać.
Po co ten blog?
Z wykształcenia jestem magistrem administracji ale także monterem elektronikiem. Rozumiem schematy i biurokrację. Próbowałem działać przez Budżet Obywatelski, ale zderzyłem się z „papierem”. Postanowiłem więc wyjść do Was – sąsiadów i rodziców.
Chcę, aby ten blog był miejscem, gdzie:
- Nagłośnimy brak racjonalnego planowania naszej dzielnicy, brak nowych terenów zielonych.
- Zawalczymy o miejsca aktywnego wypoczynku skateparki, pumptracki, tory parkourowe boiska, czy też inne atrakcje, które będą dostępne dla wszystkich.
- Stworzymy petycję internetową, której włodarze nie będą mogli zignorować (mnie ignorują ale ja jestem jednostką - opiszę to pewnie w kolejnym poście).
- Pokażemy, że konsultacje społeczne i Budżet Obywatelski nie mogą być fikcją a dzielnica powinna działać i planować rozsądnie.